Spis treści:
- Buraczki pomorskie do słoików. Najpierw wybieram odpowiednie buraki
- Jak zrobić buraczki pomorskie na zimę?
Buraczki pomorskie do słoików. Najpierw wybieram odpowiednie buraki
Do słoików wybieram nieduże, twarde buraki o zbliżonej średnicy, najlepiej około 5-6 cm. Korzenie powinny być ciężkie, jędrne i wolne od pęknięć, miękkich plam oraz śladów pleśni. Podobny rozmiar ułatwia gotowanie całej partii. Drobniejsze sztuki nie zdążą się rozpaść, zanim większe odpowiednio zmiękną. Buraków nie obieram ani nie przycinam tuż przy miąższu. Pozostawiam skórkę, cienki korzeń i około 2-3 cm łodyg. To prosty sposób na ograniczenie wyciekania soku do wody.
Buraki gotuję do momentu, aż nóż wejdzie w miąższ z lekkim oporem. Sztukom o średnicy 5-6 cm zwykle wystarcza 25-30 minut, choć większe lub starsze korzenie mogą potrzebować nieco więcej czasu.
Nie gotuję ich do całkowitej miękkości, ponieważ później czeka je jeszcze pasteryzacja. Trzymane zbyt długo w garnku tracą sprężystość i po wyjęciu ze słoika łatwo się rozpadają. Blednie też ich rubinowy kolor. Odpowiadające za niego betalainy są wrażliwe na długie ogrzewanie i rozpuszczają się w wodzie, więc część barwnika zostaje w wywarze.
Ugotowane buraki lekko studzę, obieram i kroję na ćwiartki albo ósemki. Większe kawałki lepiej zachowują sprężystość podczas pasteryzacji i później można od razu podać je do obiadu.
Osobną partię przeznaczoną do sałatek kroję w kostkę. Gdy zależy mi na słodszej wersji, buraki piekę w zamkniętym naczyniu w temperaturze 190°C, aż nóż zacznie wchodzić w miąższ z niewielkim oporem. Pieczenie ogranicza kontakt warzyw z wodą, więc smak jest pełniejszy.
Jak zrobić buraczki pomorskie na zimę?
Buraczki pomorskie mają wyraźny, słodko-kwaśny smak, który dobrze pasuje zarówno do tradycyjnego obiadu, jak i sałatek. Podczas przygotowywanie zawsze trzeba zadbać o odpowiednie proporcje zalewy. Ocet nadaje jej charakter i przedłuża trwałość przetworów, cukier łagodzi kwaśną nutę, a sól wydobywa naturalną słodycz buraków.
Składniki na około 7-8 słoików po 500 ml:
- 3 kg małych lub średnich buraków,
- 900 ml octu spirytusowego albo jabłkowego o kwasowości 5 proc.,
- 450 ml wody,
- około 380-400 g cukru,
- 1 i 1/2 łyżeczki soli przeznaczonej do przetworów,
- 2 liście laurowe,
- 8 ziaren ziela angielskiego,
- 10 ziaren czarnego pieprzu,
- mały kawałek laski cynamonu lub 4 goździki, według uznania.
Przygotowanie buraczków pomorskich krok po kroku:
- Buraki dokładnie myję i gotuję w skórce, pozostawiając cienki korzeń oraz około 2-3 cm łodyg. Małym sztukom zwykle wystarcza 25-30 minut. Po lekkim przestudzeniu obieram je i kroję na ćwiartki, ósemki lub plastry o grubości około 6 mm.
- Do dużego garnka wlewam ocet i wodę, następnie wsypuję cukier, sól oraz przyprawy. Zalewę zagotowuję, wkładam pokrojone buraki i podgrzewam całość przez 5 minut. Przyprawy można wcześniej zawinąć w kawałek gazy, aby ich drobinki nie pływały później w słoikach.
- Gorące buraki przekładam do czystych, ogrzanych słoików i zalewam wrzącą marynatą. Pod zakrętką pozostawiam około 1-2 cm wolnego miejsca. Czystą szpatułką przesuwam wzdłuż ścianek, uwalniając pęcherzyki powietrza, po czym wycieram brzegi naczyń i zakładam nieuszkodzone zakrętki.
- Słoiki ustawiam w garnku na ściereczce. Woda powinna sięgać przynajmniej 2-3 cm ponad zakrętki. Po jej ponownym zagotowaniu pasteryzuję buraczki przez 30-45 minut.
- Zapasteryzowane słoiki wyjmuję z garnka i ustawiam pionowo na ręczniku. Nie odwracam ich do góry dnem i nie dokręcam gorących zakrętek. Po 12-24 godzinach sprawdzam każde wieczko. Powinno być wklęsłe i nieruchome po naciśnięciu. Nieszczelny słoik wkładam do lodówki i zużywam w pierwszej kolejności.
Po otwarciu słoika buraczki podaję przede wszystkim do kotletów mielonych, pieczonego mięsa, kaszy gryczanej albo ziemniaków. Dobrze smakują również na zimno. Po odsączeniu kroję je na mniejsze kawałki i łączę z fetą, rukolą, jabłkiem, czerwoną cebulą oraz prażonym słonecznikiem.
Słodko-kwaśna zalewa sprawia, że buraki mogą też zastąpić ogórki konserwowe na kanapkach i w domowych burgerach. Jeśli zostanie mi trochę marynaty, wykorzystuję ją do sosu sałatkowego. Mieszam ją z olejem, musztardą i odrobiną miodu, zamiast wylewać do zlewu.



