Dorsz od lat jest symbolem polskiego wybrzeża, jednak dziś jego obecność w Bałtyku jest mocno ograniczona. To sprawia, że ryba sprzedawana w nadmorskich smażalniach i na targach najczęściej pochodzi z zupełnie innego morza.
Dorsz nad Bałtykiem? Najczęściej nie pochodzi z Bałtyku
Turyści często zakładają, że kupując dorsza nad polskim morzem, wybierają rybę złowioną przez miejscowych rybaków. W praktyce zdecydowana większość dostępnego dorsza pochodzi z północnego Atlantyku, między innymi z okolic Norwegii, Islandii czy Danii. Nie oznacza to, że ryba jest gorszej jakości. Problem pojawia się wtedy, gdy klienci są przekonani, że jedzą lokalny produkt, choć w rzeczywistości został on sprowadzony z zagranicy. Warto więc pytać sprzedawców o pochodzenie ryby, zamiast kierować się wyłącznie miejscem zakupu.
Sprawdź również: Sinice wróciły nad Bałtyk. Te popularne kąpieliska są zamknięte
Dlaczego w Bałtyku nie łowi się dorsza?
Powód jest bardzo poważny. Od 2019 roku obowiązuje zakaz komercyjnych połowów dorsza w Bałtyku, którego celem jest odbudowa skrajnie osłabionej populacji tego gatunku. Przez lata dorsz cierpiał z powodu nadmiernych połowów, pogarszającego się stanu środowiska oraz coraz większych obszarów pozbawionych tlenu. Dodatkowym problemem są zmiany klimatu, które powodują wzrost temperatury wód Bałtyku. Wszystko to sprawiło, że populacja dorsza znalazła się w krytycznym stanie.
Czy bałtycki dorsz ma jeszcze szansę?
Eksperci wskazują, że samo utrzymanie zakazu połowów może nie wystarczyć. Odbudowa populacji wymaga poprawy stanu całego ekosystemu Morza Bałtyckiego, ograniczenia zanieczyszczeń oraz skuteczniejszej ochrony siedlisk tej ryby. Dorsz jest gatunkiem, który potrzebuje chłodnej, dobrze natlenionej wody. Tymczasem w Bałtyku takich warunków jest coraz mniej, dlatego proces odbudowy jego liczebności może potrwać wiele lat.


