Spis treści:
- Oświetlenie solarne: sprytny sposób na komary
- Nie tylko lampa. Komary nie znoszą tego w ogrodzie
Oświetlenie solarne: sprytny sposób na komary
Lampy solarne z funkcją przeciw owadom coraz częściej odgrywają w ogrodzie podwójną rolę. Wieczorem doświetlają ścieżki, tarasy i strefy wypoczynku, a jednocześnie pomagają ograniczyć obecność komarów i innych owadów. Najczęściej mają formę smukłych latarenek, dekoracyjnych pochodni albo niewielkich lampionów do wbicia w ziemię, dlatego łatwo dopasować je zarówno do nowoczesnych aranżacji z betonem i drewnem, jak i bardziej rustykalnych ogrodów z altaną, żwirem czy rabatami kwiatowymi. W ciągu dnia panel solarny ładuje akumulator, natomiast po zmroku urządzenie uruchamia się automatycznie bez konieczności podłączania kabli i korzystania z energii elektrycznej.
W modelach przeznaczonych do ograniczania liczby komarów stosowane są dodatkowe diody UV lub fioletowo-niebieskie światło, które przyciąga je w pobliże specjalnego modułu owadobójczego. Dzięki temu lampka nie tylko tworzy nastrojowe oświetlenie wokół stolika, leżaka czy wejścia do altany, lecz także pomaga ograniczyć uciążliwe brzęczenie podczas letnich wieczorów. Dużą popularność takich produktów widać szczególnie w marketach budowlanych, drogeriach, sklepach ogrodowych i sprzedaży internetowej, gdzie w sezonie wiosenno-letnim pojawiają się całe serie solarnego oświetlenia do ogrodu.
Najmniejsze lampki kosztują zwykle kilkanaście złotych, natomiast większe modele z mocniejszym akumulatorem, wyższą obudową i rozbudowaną funkcją owadobójczą potrafią kosztować kilkadziesiąt, a czasem ponad 100 zł. W sprzedaży dostępne są zarówno kompaktowe lampki o wysokości około 30-40 cm do ustawienia przy rabatach, jak i większe modele przypominające nowoczesne pochodnie lub słupki ogrodowe przekraczające 70 cm wysokości. Przy zakupie warto sprawdzić opis produktu, ponieważ część lamp pełni wyłącznie funkcję dekoracyjnego oświetlenia, mimo że wyglądem przypomina urządzenia przeznaczone do ograniczania liczby komarów.
Nie tylko lampa. Komary nie znoszą tego w ogrodzie
Komary zaczynają pojawiać się w ogrodach zwykle już w maju, gdy temperatura rośnie, a po deszczach długo utrzymuje się wilgoć. Największy problem przypada zazwyczaj na czerwiec i lipiec, szczególnie w pobliżu oczek wodnych, gęstych krzewów, lasów i miejsc, gdzie zalega woda. Wiele osób od razu sięga wtedy po repelenty, świece odstraszające albo chemiczne opryski, choć istnieje prostszy sposób, o którym często się zapomina. Największe znaczenie ma zwykły porządek wokół domu i usuwanie miejsc sprzyjających rozmnażaniu komarów.
Problemem są wszystkie pojemniki, w których po opadach zbiera się woda. Larwy komarów mogą rozwijać się w podstawkach pod donicami, konewkach, wiadrach, beczkach na deszczówkę, zapchanych rynnach czy przykryciach basenów, nawet jeśli ilość dostępnej cieczy wydaje się niewielka. Regularne opróżnianie takich miejsc daje lepszy efekt niż stosowanie preparatów dopiero wtedy, gdy owady zaczynają już dokuczać podczas wieczornego siedzenia na tarasie.
Pomaga także koszenie trawy, przycinanie zbyt gęstych krzewów i usuwanie mokrych liści, ponieważ komary najchętniej chowają się właśnie w wilgotnych i zacienionych zakątkach ogrodu. Świetnym wsparciem, oprócz lampek, są moskitiery, wentylatory tworzące ruch powietrza utrudniający komarom latanie w pobliżu ludzi oraz środki ochronne nanoszone na skórę. Połączenie kilku takich prostych działań pozwala znacznie spokojniej korzystać z tarasu, balkonu i ogrodu.







