To miały być wymarzone wakacje, spędzone na pokładzie luksusowego wycieczkowca. Z powodu spóźnienia ośmioro pasażerów norweskiego wycieczkowca, zamiast spokojnie odpoczywać na jego pokładzie, próbuje rozpaczliwie na niego powrócić.
Spis treści:
- Statek odpłynął, oni zostali. Próbują wrócić na pokład
- Sześć krajów w piętnaście godzin. Czy grupie uda się wrócić?
Statek odpłynął, oni zostali. Próbują wrócić na pokład
Nic nie zapowiadało, że ta podróż będzie tak szczególna. Miała być relaksującym czasem, spędzonym na odpoczynku i zwiedzaniu zachwycających miejsc. Dnia 20 marca 2024 roku norweski wycieczkowiec linii Cruise Line wypłynął z Barcelony do Kapsztadu. Grupa turystów zwiedzała 27 marca położoną nad Zatoką Gwinejską stolicę Sao Tome.
Przegapiła jednak powrót na pokład o czasie, a wycieczkowiec wyruszył w dalszą drogę. Ośmiu turystów pozostało na afrykańskim archipelagu Wysp Świętego Tomasza i Księżyca. W grupie jest sześciu Amerykanów i dwoje Australijczyków. Norwegian Cruise Line przekazało paszporty spóźnionych pasażerów lokalnym agentom portowym. Muszą oni bowiem sami dołączyć do statku.
Czytaj też: Marzysz, by spędzić tu urlop? Lepiej się pospiesz, nim rajskie wyspy znikną
Sześć krajów w piętnaście godzin. Czy grupie uda się wrócić?
Zdeterminowani pasażerowie wyruszyli w drogę, by wrócić na swój statek. W ciągu 15 godzin przemierzyli 6 krajów, chcąc dogonić swój wycieczkowiec w Gambii. Statek nie mógł jednak zacumować z uwagi na odpływ i spędził dodatkowy dzień na morzu. Kolejny punkt, w którym porzuceni pasażerowie mogą powrócić na pokład, to Senegal. Nie wiadomo jednak, czy kapitan wycieczkowca im na to zezwoli.
Linia Norwegian Cruise Line obwinia pasażerów, iż nie stawili się na czas, mimo iż właściwa godzina powrotu podawana jest w codziennych komunikatach i powtarzana przed wyjściem do portu. Z kolei pasażerowie narzekają, że grupa składa się z kilku osób w podeszłym wieku. Jest wśród nich również osoba z niepełnosprawnością i kobieta w ciąży. Jeden z pasażerów choruje na serce i nie mógł wziąć leków, które zostały na pokładzie. Większość osób z grupy nie ma nawet kart kredytowych akceptowanych na Wyspach Świętego Tomasza i Księżyca, więc płacą za nich pozostali.



