Reklama
Reklama

Bałtyk mimo mrozów przyciąga tłumy turystów. Wszyscy chcą to zobaczyć

Zimą większość turystów kieruje się raczej w góry, by szusować po ośnieżonych stokach na nartach czy snowboardzie. Nad Bałtyk przyjeżdżają tylko najwytrwalsi – poszukujący spokoju i ciszy, bursztynu lub chcący się oddać morsowaniu. W tym roku jednak pewna plaża nad Morzem Bałtyckim stała się celem licznych wycieczek. Wszystko za sprawą niezwykłego zjawiska, jakie przygotowała natura. O co chodzi?

W Mikoszewie rzadko kiedy zimą obserwuje się takie tłumy. Wycieczki zaciekawionych turystów zdążają na plażę, by na własne oczy ujrzeć malownicze zjawisko, które przygotowała natura.

Jest ono na tyle rzadkie, że wszyscy chcą skorzystać z okazji, by je zobaczyć. Chodzi o śryż i torosy. Czym są i w jaki sposób się tworzą? 

W Mikoszewie pojawił się śryż. Co to takiego?

W tym roku osoby zdążające na plażę w Mikoszewie nie szukają wyrzuconych przez fale bursztynów. Odwiedzających przyciąga inne, efektowne zjawisko. Chodzi o śryż i torosy, które można obserwować na własne oczy.

Śryż, znany inaczej jako lód prądowy, to początkowe stadium zamarzania cieku lub zbiornika wodnego. Jest skupiskiem gąbczastych bryłek, utworzonych z kryształków lodu, które mają kształt igieł lub blaszek. Ma kilka centymetrów i powstaje z lepy lodowej lub śnieżnej, czyli ze śniegu padającego na powierzchnię wody, który nie topi się, z uwagi na jej temperaturę. Po zamarznięciu lepa tworzy biały lód.

Śryż i lepa mogą następnie zbijać się, tworząc większe krążki lodowe, będące jedną z form lodu pływającego i kolejnym etapem zamarzania zbiornika wodnego. Śryż nie może jeszcze zamienić się w stałą pokrywę lodową, z uwagi na ciągły ruch prądów morskich.

Czym są torosy? To prawdziwe lodowe tsunami

Ciekawym zjawiskiem są również torosy, które są uznawane za niezwykle rzadkie. Wiele czynników musi współgrać, aby mogły się pojawić. Torosy to pęknięte części pokrywy lodowej, wypychane przez prądy morskie i wiatr na ląd.

W Polsce nie pojawiają się często. Zwykle można je raczej obserwować na wschodnim wybrzeżu Kanady i Stanów Zjednoczonych, a także na jeziorze Bajkał. Niekiedy pojawiają się w okolicach Półwyspu Helskiego.

Torosy potocznie nazywa się "lodowym tsunami". Te skupiska lodu potrafią bowiem osiągnąć nawet kilkanaście metrów wysokości. To po prostu spiętrzona kra lodowa, która najczęściej powstaje w czasie odwilży, gdy stała pokrywa lodowa pęka, a dryfujący lód jest kierowany na ląd.

Bezpieczeństwo to podstawa. Woda nie jest zamarznięta

Choć zimowa aura i niezwykłe zjawiska na wodzie mamią turystów swoim pięknem, konieczne jest zachowanie bezpieczeństwa. Pojawienie się śryżu czy torosów nie oznacza, że woda całkowicie zamarzła i można bezpiecznie chodzić po jej powierzchni.

Wchodzenie na pokrywę lodową jest skrajnie niebezpieczne, o czym niektórzy turyści zapominają. W mediach społecznościowych aż roi się od ukazujących to filmików. Niektórzy sugerują nawet, że podobne zachowanie powinno być karane mandatem.

Zobacz też:

Smocze drzewa i laguny jak z bajki. Wyspa zapiera dech, ale teraz lepiej ją omijać

Mówią, że to polski Wiedeń. Zachwyca szczególnie zimą

Tu nie ma tłumów. Baseny termalne i góry godzinę od polskiej granicy

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: atrakcje | ciekawe miejsca | morze | turystyka